„Wędrówki po powiecie”. AD 1932 – część III

Mogiła zmarłych na cholerę. Gaj Mały i Gajowianki

Od czerwca 1932 roku na łamach ówczesnej „Gazety Szamotulskiej” publikowano cykl tekstów krajoznawczo – turystycznych pod tytułem „Z wędrówki po powiecie”. Autor tekstów podpisuje się enigmatycznie imieniem Wacław i literką M. Czy autorem sprawozdań z turystycznych peregrynacji szamotulskiej młodzieży po powiecie jest Wacław Masłowski artysta, profesor gimnazjum, turysta, skaut i wychowawca młodzieży? Jeśli jest to Wacław Masłowski to – jako poważny przyczynek do jego biografii – polecam znakomity tekst o Masłowskim Moniki Romanowskiej – Pietrzak o wielce intrygującym tytule: „Wacław Masłowski – nauczyciel Beksińskiego”.

Turyści z Szamotuł AD 1932 swoje relacje z wypraw po powiecie szamotulskim zamieszczali w gazecie Józefa Kawalera. Od czerwca 1932 roku do października 1932 roku w „szamotulskiej” opublikowano 11 tekstów będących owocem turystycznych peregrynacji po powiecie szamotulskim. Był Wacław M. ze swymi skautami w Słopanowie, Myszkowie, Obrzycko, Ostrorogu, Szczepankowie i Kaźmierzu. Teksty mają sporo uroku. Oto obszerny fragment wyprawy Wacława M. i jego niezmordowanych towarzyszy do Gaju Małego.

„Najprzyjemniejszą wędrówką po świecie, to wędrówka nie na wozie, nie w samochodzie, ani na rowerze, lecz wędrówka piesza. Ile w niej człek napije się wrażeń! Ile czystego powietrza wlewa się do rozleniwiałych płuc! Ile szczęścia w człowieku budzi się, ile pogodnych refleksyj, gdy może w bezgranicznym obszarze coraz piękniejszych widoków poić nigdy nienasycony wzrok! A przy tem, gdy pieszo przemierza się ląd z jednej wsi do drugiej, można pomówić sobie szczerze, prosto ze serca, z każdym przechodniem.

I zdaje się człowiekowi, że tu dopiero szczęście ma początek, że daleko od miasta zaczyna się inny świat bez przyjaciół, ale wśród przyjaznych dusz. Do mojej wędrówki pozyskałem sobie, jako wiernych i nie odłączonych towarzyszy p. Lute, i p. Halę, i “Trudchen”, i jeszcze dwóch złotych chłopaków z gimnazjum. A więc szóstka. Idziemy do Gaju.

Schloss Gay ok. 1880 roku

Wychodzimy poza roztętnione słoneczną pogodą miasto. Przed nami ciągnie się długa i prosta szosa, podobna do żywego tunelu. Na prawo i lewo roztaczają się łany pszenicy; żytnie, napęczniałe, tłuste kłosy chylą się przed nami. Owies dzwoneczkami dzwoni radośnie, jakiś nieuchwytny dla ucha marsz Gladjatorów, a jęczmień podkręca swoje wąsiska do góry i bezwstydnie flirtuje z błękitnookiemi blondynkami i modrakami, i zawstydzonemi po same białka pręcików brunetkami – makami. Kąkole czują, że każdy niemi gardzi, więc kryją się zawstydzone między łopianami. /…./

Gaj Mały – litografia

Po drodze do gaju Małego ocieramy się o schludnie ubrane gromadki starych i dzieci, spieszących do Szamotuł, do kościoła. Starsi zdejmują pobożnie kapelusz i pochwalą Boga. Młodsi zmodernizowali się, strój wiejski, zarzucili, mowę “lepszą” przyswoili i idą hardo. Ani pochwalą Boga, ani przed Bożą Męką nie zdejmą czapki. Świat idzie naprzód, postępuje, szybuje, jak nieprzymierzając rozmaite Fordy i Paccardy. Zadumałem się w rozmyślaniach i ani białogłowych brzóz nie podziwiał mój wzrok. Tak czasem człowiekowi jest, że może patrzeć i patrzeć wokoło, ale nic nie zobaczy, jeżeli zapatrzy się w siebie i wzrokiem duszy, jak reflektorem w ciemnościach przedziera się wszędzie, by dojrzeć każdy najdrobniejszy szczegół. Patrzę w pole a tam ponad tą skłębioną zielenią wyrasta czarny krzyż z wizerunkiem Ukrzyżowanego. Towarzysze moi, jak na wiernych i dokładnych przewodników przystoi, objaśniają, że w tem miejscu pochowani są zmarli na cholerę w ubiegłym stuleciu. Dawniej nie można było w obrębie miasta chować zarażonych “morowym”’ powietrzem. Musiano wywozić ich daleko by zaraza czasami nie przeżarła dwumetrowej powłoki ziemi i pozarażała żyjących. – A tu, naprzeciwko, po drugiej stronie, w tym rowie, – odzywa się młody towarzysz, – w przeszłym roku zastrzelony został przy kradzieży ziemniaków jakiś człowiek z Szamotuł. Polowy z Gaju siedział na “gruszce” i czatował na złodziei. Gdy spostrzegł w ciemnej nocy jakiś cień ludzki, strzelił i trafił go prosto w serce. Do dziś dnia ciągnie się jeszcze proces o zabójstwo.

Tablica herbowa ufundowana przez założyciela Ordynacji Obrzyckiej – Anastazego Raczyńskiego

Droga łamie się nieco w lewo i znowu prosto, jak kulą wystrzelił. Na lewo rozstajna droga. Drogowskaz poucza: Do Pęckowa 5,2 km, – do Śmiłowa 3 km. Nie odczuwamy zmęczenia, chociaż już sporo uszliśmy od Szamotuł. /…/ Oto pierwsza wioska: Gaj Mały. Napotkane dziewczęta uciekają, są mrukliwe, nieufne. /…/ O samej wsi dowiedziałem się, że ciągnie się daleko na przestrzeni prawie 400 metrów. W ub. roku we wrześniu, tuż pod bramą pałacu hakatysty o polskiem nazwisku (chodzi o Zygmunta Raczyńskiego uwag. W.G.), u progu samej wsi, postawiono figurę Serca Jezusowego. Ewangelik Raczyński sprawy nie mógł znieść i nocą kazał figurę usunąć, ale chłopi nie głupi znowu ja postawili. Wacław M. (pis. org.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *