Strzelanina w Otorowie. Śmierć funkcjonariusza

Kapral Teofil Kosmaczewski 15 sierpnia 1950 roku pełnił służbę na posterunku MO w Otorowie. Ze służby do domu już nie wrócił! Został zastrzelony! Strzały padły z dachu domu, który niczym specjalnym się nie wyróżnia. Dom stoi do dzisiaj. Jeszcze kilka lat temu na kominie i ścianach budynku znajdowały się ślady po kulach. Rodzina nie życzy sobie, abyśmy zdjęcie budynku upublicznili

Z akt IPN – u (Po 05/176) wiemy kto strzelał i dlaczego strzelał. Oto jak miała się ta historia! Najpierw osoby dramatu. Dość szczegółowe biogramy. Narodziny zbrodni i jej nieuniknione fatum. Przebieg zbrodni nr 1: „Pościg i hekatomba jak w greckiej tragedii. Zbrodnia nr 2: „Kara i społeczna infamia”. O tym, że każdej zbrodni towarzyszy banał nie muszę przekonywać. W tym przypadku chodziło o pieniądze. Chodziło też o to jak z taką kasą bezpiecznie się ukryć.

Zbisław Łowiński (to ten, który strzelał) urodził się 11 listopada 1924 roku w Poznaniu. Z zawodu kupiec. Nie ma w teczce informacji o tym co robił w czasie okupacji. Jest za to informacja, że w latach 1945-1946 był funkcjonariuszem UB zwolnionym z pracy za lenistwo i przekręty. Być może jest to sprytny wybieg archiwisty UB, bowiem zaznaczyć trzeba, że Łowiński miał fatalne pochodzenie społeczne. Ojciec Zbisława Józef Łowiński był właścicielem sklepu i kamienicy na poznańskich Rybakach.

Zwolniony z UB Zbisław przenosi się do Wrocławia, gdzie zakłada firmę szyjącą sztandary i proporce. Przypomnę tylko, że ojciec Zbisława prowadził na poznańskich Rybakach między innymi zakład hafciarski specjalizujący się w szyciu i haftowaniu chorągwi stowarzyszeniowych i wojskowych. Zakład działał od 1926 roku. Tak zatem Zbisław poszedł w ślady taty.

We Wrocławiu Zbisław żeni się z Karoliną Giemser, repatriantką z Ukrainy (Sarny). Interes nie idzie zbyt dobrze, bo Zbisław bierze od klientów pieniądze, ale ze swoich obowiązków się nie wywiązuje (problemy małżeńskie szczegółowo relacjonuje chorąży UB Marian Tyrpa). Małżeństwo kuleje i około 1948 roku Karolina Łowińska z domu Giemser (przedszkolanka) opuszcza Łowińskiego.

Zbisław Łowiński wraca do Poznania na początku 1950 roku. W kwietniu 1950 roku – cytuję z akt – „Zbisław Łowiński będąc na uroczystości u funkcjonariusza WUBP Sylwestra Madajczyka podczas suto zakrapianej imprezy skradł pistolet TT nr 668″.

Pistolet TT-33

Stąd już tylko krok do założenia bandy. Najważniejszymi postaciami bandy są: Dzierzbicki Ryszard (1931), Jarogmir Łowiński, brat Zbisława (1931) i oczywiście nasz bohater Zbisław… wszak tylko on jeden miał „tetetkę”.

13 sierpnia 1950 roku przyjeżdża do Poznania żona Łowińskiego i podczas omawiania planu napadu na kasę PSS-ów ochoczo wstępuje do „bandy” tym bardziej, że podczas przesłuchania informuje śledczych, że „(…) jedynym motywem organizatorów napadu była chęć posiadania większej gotówki, a ona była całkowicie spłukana”

Na tym etapie pomocnikami grupy Łowińskiego są: Elżbieta Szmania (udostępnia mieszkanie przy ul. Podolskiej 13 na Sołaczu w Poznaniu) i Rochowski Bogdan członek ZMP, który według sprawozdawcy nie poinformował organów ścigania o planach braci Łowińskich i ich wspólników.

Rochowskiego pogrążyły zeznania Elżbiety Szmani, która podczas przesłuchania wyznała, że Rochowski powiedział do bandytów: „Chłopaki, nie dajcie się złapać” (to kosztowało Rochowskiego 2 lata odsiadki).

14 sierpnia 1950 roku Dzierzbicki i Zbisław Łowiński (tetetka kaliber 7.62 milimetra) wchodzą do sklepu poznańskich PSS-ów nr 201 ulica Prądzyńskiego 55. Na czujce Jarogmir, a w taksówce Karolina Łowińska.

Poznań, Pradzyńskiego 55. Widok na dawny sklep PPS-ów.

Oddajmy głos archiwiście: „Około godziny 17.00 ze sklepu wychodzi obywatelka Zofia Maczkowiak, kierowniczka sklepu. Podchodzą do niej Dzierzbicki i starszy Łowiński. Łowiński terroryzuje obywatelkę Maczkowiak skradzioną bronią i zabiera torebkę, w której znajduje się utarg w kwocie 87 000 złotych. Według Zofii Maczkowiak uzbrojony w TT Zbisław Łowiński wycelował w nią broń i powiedział: „/…/ w imieniu polskiego zbrojnego podziemia zabieramy pieniądze”.

Potem „żołnierze zbrojnego podziemia” udali się do mieszkania Szmani, gdzie pieniądze podzielili „/…/ według zasług”. I tak Elżbieta Szmania dostała 3000 zł za pomoc (2 lata do odsiadki), Ryszard Dzierzbicki 15 000 złotych (9 lat do odsiadki), Jarogmir Łowiński 5000 złotych (9 lat do odsiadki). Resztę zgarnął Zbisław Łowiński i jego „na nowo” zakochana żona.

Po napadzie – „/…/ rankiem 15 sierpnia – ruszają taksówką z Poznania do Otorowa koło Szamotuł”, do brata Karoliny Łowińskiej (7 lat do odsiadki) Stanisława Boguszewskiego. Podczas śledztwa Boguszewski zeznaje, że jego szwagier wmówił mu, że jest żołnierzem AK i musi się ukrywać. „Nie wiedziałem, że jest zwykłym rabusiem” — skomentował tragiczne wydarzenia Boguszewski (4 lata do odsiadki).

Warto zaznaczyć, że jedynym akowcem w tej całej historii jest właśnie Boguszewski vel Giemser, który z okupantem hitlerowskim walczył zbrojnie na Ukrainie i Białorusi, skąd po wojnie czmychnął na zachód Polski pod zmienionym nazwiskiem. W Otorowie zatrudnił się w szkole.

UB i MO szybko ustaliło sprawców i już około godziny 14.00 przeprowadziło rewizję w mieszkaniu Boguszewskiego w Otorowie. Aresztowało Karolinę Łowińską. Według sprawozdawcy wydarzeń funkcjonariusze Milicji i UB wycofali się. Świadkowie wydarzeń potwierdzają relację chorążego Tyrpy, który napisał w „ubeckim” sprawozdaniu, że dwa samochody PUB Szamotuły wyjechały z Otorowa i ukryły się na drodze do osady Poświętne. Cytuję: „Funkcjonariusze po wejściu na posesję zauważyli, że u obywatela Boguszewskiego nauczyciela w szkole w Otorowie odbywa się libacja, bo na dworze stał stół z sześcioma krzesłami, na których siedziało pięć osób. Wśród tych osób rozpoznano żonę Łowińskiego, która była rodzoną siostrą Boguszewskiego” (pis. org.).

W ten sposób śledczy PUB Szamotuły wydedukowali, że gdzieś w pobliżu musi znajdować się też żołnierz „wyklęty” Zbisław Łowiński. Pozorowane opuszczenie posesji wynajmowanej przez Boguszewskiego opłaciło się, bo podczas drugiej rewizji, która miała miejsce około godziny 18.00 stwierdzono, że Zbisław Łowiński ukrywa się za kominem na dachu domu przy ulicy Pniewskiej. „Na widok funkcjonariuszy Łowiński uciekł na dach, gdzie schował się za kominem. Przez cztery godziny rozmawiano z Łowińskim, aby się poddał. Około 22.00 sprowadzono reflektor i dach oświetlono”. Łowiński był w potrzasku. Według chorążego Tyrpy z dachu Łowiński wykrzyknął tylko, że „/…/ zejdzie, ale po jego trupie” (pis. org.)

Wreszcie “/…/ polecono, aby Boguszewski nakłonił Łowińskiego do poddania się. Ten wszedł na drabinę, a za nim bez wyraźnego rozkazu wszedł posterunkowy Teofil Kosmaczewski. Łowiński widząc człowieka w milicyjnym mundurze strzelił do niego i śmiertelnie ranił. Otworzono ogień i w wyniku akcji śmiertelnie postrzelono Łowińskiego, który 18.08.1950 roku zmarł w szpitalu w Szamotułach. Kosmaczewski umiera 17.08.1950 roku w szpitalu WUBP w Poznaniu” I tyle opowieści o żołnierzu wyklętym.

PS. Z akt nr Po 059/2149 wynika, że Teofil Kosmaczewski urodził się w Bednarach koło Pobiedzisk 15 kwietnia 1927 roku. Ojciec Kazimierz, matka Helena z domu Piwowska. Ojciec robotnik rolny, mama pomoc domowa. Teofil Kosmaczewski od 10 stycznia 1948 jest słuchaczem X kursu przeszkolenia szeregowych KW MO Poznań. Od lutego 1948 roku służy w MO powiat Szamotuły. W 1949 roku awansuje na kaprala. W pobliskim Obrzycku ma narzeczoną, z którą zamierza wziąć ślub. Narzeczona jest w ciąży. Po śmierci Kosmaczewskiego rodzi się dziewczynka (córka kaprala Kosmaczewskiego żyje).

A teraz ciekawostka. 15 grudnia 1949 roku posterunek MO w Otorowie zdaje dotychczasowy komendant posterunku Leon Żybura. Od córki Leona Żybury otrzymaliśmy trzystronicowy „raport inwentarzowy” (pis. org.) z 15 grudnia 1949 roku. Raport jest bardzo szczegółowy. Na stronie pierwszej raportu wśród nazwisk funkcjonariuszy posterunku znajduje się nazwisko kaprala Teofila Kosmaczewskiego.

sz.psm.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *