„Wędrówki po powiecie”.AD 1932 – część II

Kwiecista łąka w Śmiłowie, Las Samobójców w Szczepankowie i Ostroróg małe wielkie miasto ze wsią Piaskowo” cz. II

„Drugi etap wędrówki mojej zacząłem przez Śmiłowo, Szczepankowo, Ostroróg do Wielonka. Towarzyszów wędrówki posegregowałem o tyle, że w miejsce p. Hali, zabrałem sobie jeszcze jedną panią Lutę harcerkę z Poznania, czarną, jak nie przymierzając atrament, którym opisuję wędrówkę.

Panią Halę musiałem zostawić w domu za karę, bo tak obiecałem sobie na ostatniej wędrówce, gdy w grochu zagubiła mi dwie istoty. Droga nasza prowadzi nierówną ulicą Sądową. Przecinamy tor kolejowy Szamotuły-Wronki i wchodzimy na więcej równą główną ulicę tak zwanej kolonii. Nie mieszkają tu koloniści (ani bambrzy, ani kafrzy), i nie wiem dlaczego przezwano właśnie te kilka domów kolonią, łączącemi się faktycznie z domami ul. Sądowej. Powietrze ani gorące, ani zimne. Takie sobie letnie. W sam raz do wędrówek. Niektórzy mówią, że w powietrzu wisi deszcz.

Ulica Sądowa(Gerichsstrasse) w Szamotułach (obecnie Aleja I Maja)

Nie przejmujemy się tym zbytnio i nie myślimy wcale, co będzie za chwilę. Cieszymy się teraz każdym rowkiem, obrosłym bujną „podzwrotnikową trawą”, cieszymy się każdym drzewkiem kokieteryjnie stojącym, każdym łanem dojrzewającego srebrnawo zboża, każdym kamykiem, każdym nieznanym człowiekiem, spotkanym na drodze.

Półgłosem nucimy sobie harcerską niejako piosenkę: “Od Szamotuł jedzie fura, na niej siedzi waligóra, i popija czaj, czaj. Czekoladę, czarną kawę”.

Zdaje się, że nasz półgłos nie bardzo jest melodyjny, bo z każdego okna, chociaż to rychła godzina, wyzierają zaspane podpuchnięte oczy, wtłoczone w rozczochraną i grymasem spowitą głowę. /…/ Cudowne, prawdziwie poetyckie są pola, kwitnące łagodnym fioletem, zlewające się gdzieś na widnokręgu z modrakowym odcieniem boru lub łąką, białym niewinnym kwieciem, posianą. Łąki Śmiłowskie (tu już się zaczynają) przypominają sady, gdy z drzewa spadają śnieżnobiałe płatki kwiecia jabłoni, grusz i wiśni. Tuż przed sobą, mamy już wieś Śmiłowo.

W bok, na prawo sterczy latowa szopa, a raczej stodoła polna. Ten szmat krajobrazu za stodołą, jest podobny do złudzenia do krajobrazu około Gaju Małego. Idziemy do dworku w Śmiłowie. Około dworku stoi nowoczesny, murowany dom piętrowy. Wielki napis objaśnia przechodnia, że to młyn motorowy p. K. Nowaka. Młyn podobno bardzo dobrze prosperuje.

Mieszkańcy Śmiłowa, to bogobojny, pracowity i spokojny naród. Są to właściwości rdzennych Wielkopolan. W Śmiłowie urok ten potraja to, że wioska jest z charakteru typowo polska. Charakteru tego nadają liczne dwuszeregi w krąg ustawionych lip i topoli.

Ze Śmiłowa droga nasza prowadzi do Szczepankowa. W bok na lewo mamy Jastrowo. Pewna pani mówiła mi, że między Śmiłowem a Jastrowem znajduje się łąka, jakiej na dalekiej przestrzeni nie spotkamy. Jest tam podobno mnogość różnolitych kwiatów polnych i traw. Niektóre trawy otrzymały nazwy: Włosów Pana Jezusa, Lnu Panienki Najświętszej, Łez Chrystusowych. Pod jedyną tam znajdującą; się wierzbą wiele panienek spędzało czas najpiękniejszy w ciągu całego swego życia: miłość. Błąka się ona razem z wróblętami i mysikrólikami pomiędzy koronami zgrzybiałej wierzby. Teraz po obu stronach drogi ciągną się łany złotej pszenicy na Śmiłowskim czarnoziemiu. Tu jest ziemia prawie najlepsza w całym powiecie, nadająca się specjalnie pod uprawę pszenicy. Rowerzystów sporo spotykamy, nawet z kobietami. Po zatem droga nie wyróżnia się niczym. Tu i ówdzie krzyczą o sobie krwawiące się maki i opłakują minioną wiosnę błękitnookie modraki. Idziemy dalej. /…/

Szczepankowo. ok. 1912 r. Gospoda Fritza Treske. Archiwum MZG
Dwór w Szczepankowie ok.1980. Archiwum MZG

Wreszcie docieramy do Szczepankowa. Wieś mocno niemiecka. Nawet jeszcze teraz, po dwunastu latach niepodległości niektórzy używają dawnej, narzuconej nazwy “Stefanshofen” słynącym pięknym laskiem Szczepankowski. A tam Lasek samobójców. Jeszcze echa śmierci starozakonnej pobrzmiewają, bo Żyd powiesił się z miłości. „Owoc, co gasi miłość i rodzi zbrodnię/Niesamowita historja leśna”. Wszyscy przypominają mi o tragedjach Szczepankowskich. W jednem miejscu powiesił się zawiedziony w miłości młodzieniec. Gdzie indziej zniechęcony życiem człowieczyna odebrał sobie życie kulą z rewolweru. A jeszcze w innem miejscu jakaś młoda panienka miała się otruć lyzolem, a w przydrożnym rowie jakaś zbrodnicza, nieludzka matka pozbawiła życia swoje maleństwo.

Opowiadają także o tragedji starej żydówki z pod Łodzi, która na dworcu w Szczepankowie wpadła pod pociąg, a koła odcięły jej obie nogi. Nie wiedziano, że nieszczęśliwą kobietą jest żydówka, więc przywołano księdza z Ostroroga. – Przepraszam – mówiła słabym głosem czysto po polsku żydówka, przepraszam, że księdza fatygowano, ale jestem starozakonną. Z odciętemi nogami, silnie krwawiącą zawieziono ją jeszcze żywą do szpitala w Szamotułach, gdzie niedługo potem zmarła. Wszyscy winili o spowodowanie wypadku konduktora, ale sprawy podobno jeszcze dotąd nie wyjaśniono. Najsmutniejsza jest śmierć młodej kobiety co do Szczepankowskiego lasu poszła po maliny. Zbrodni dokonano pod koniec tego lata. Wyobrażam sobie młodą kobietę, leżącą, bez życia. Obok przewrócony dzban, pełen malin. Z okolicy serca, z głębokiej rany nożem zadanej, płynie niewinna krewi i miesza się z czerwienią słodkich malin. Jak u Słowackiego co Balladyna zabiła Alinę.

W pobliżu miejsca zbrodni znajduje się w lesie niewielki cmentarz ewangelicki. Tablice nagrobkowe głoszą stereotypowo: “Hier ruht in Gott”. Niektórzy mieszkańcy opowiadają, że w lesie, o północy w pełni księżyca, ukazują się ludziom jakieś widziadła okropnie czarne i z palącemi się oczami. Wicher wtedy zrywa się, wyje, niesie tumany kurzu, zrywa gałęzie, a w tym piekielnym wyciu wyraźnie odróżnić można jakby płacz ludzki, jakby kwilenie niewinnie krzywdzonej dzieciny. Jeszce tylko krótki postój koło gościńca „Zacisze” i w drogę.

Ze skraju lasu ci którzy mają dobry wzrok, widzą już strzelistą wieżę kościoła ostrorogskiego. Przekroczyliśmy już granicę Szczepankowa i wkraczamy na teren ostrorogski. /…/ Na wpół drogi odcina nam przejście pociąg, jadący ze Szczepankowa do Ostroroga. Sapie, dysze, męczy się, jakby ostatkami sił parł naprzód z nazbyt wielkim ciężarem licznych wycieczkowiczów. Gdy kot, lub zając przelatuje przez drogę mówią, że człowiek musi zawrócić, gdyż spotka go niechybnie nieszczęście. A gdy taki potwór żelazny przecina wściekłym biegiem drogę trzeba uważać, żeby cię nie rozjechał.

W tle kościół w Ostrrogu. Archiwum MZG

Wchodzimy już w miasto, biegnące nieco w dół, a później nieco w górę. Przy wejściu do miasta (dawniej stały tu z pewnością bramy miejskie), na specjalnie usypanem wzniesieniu, stoi stary pomnik w kształcie czworoboku, kończącym się ostro jak wieżyca kościoła, z krzyżem na górze. W dolnej części pomnika jakiś zatarty i już zupełnie nieczytelny napis. Z charakteru pomnika wnioskować można, że fundatorami mogli być tylko Polacy. Pomnik powstał najprawdopodobniej po kosynierce, a więc po r. 1846. .Jakże bardzo żałowałem, że wzrok mój już tak jest zniszczony, że nie potrafi odczytać mchem obrosłej, starej tablicy. Ostroróg, to sędziwe miasto wielkopolskie, o nierównym bruku i niskich, pochylonych wiekiem domkach. Wąskie ulice z filigranowemi chodnikami kamiennemi roją się od ludności. Niedziela. Wierni spieszą się do kościoła. Ubóstwo miasta rzuca się w oczy każdemu wędrownikowi. Nic więc dziwnego miasteczko w słońcu pięknieje.

Jeżeli którekolwiek miasto w Wielkopolsce posiada piętna dawnej przeszłości, to chyba Ostroróg najwięcej. Na niektórych uliczkach znajdują się do użytku ogólnego pompy w miejsce nowoczesnych wodociągów. Kanalizacji nie ma. Woda deszczowa i wszelkie nieczystości spływają po wyżłobionych zębem czasu rynsztokach. Wieczorem oświetla się miasto lampami naftowemi,

Rynek w Ostrorogu

Rynek wielki, jak na mały Ostroróg. Drzewa na nim również stare, rozrosłe, cień dobroczynny udzielające mieszczanom w czas nieznośnych upałów. Z każdego narożnika Rynku wychodzi jedna ulica. Świadczy to najlepiej o dawnej przeszłości miasta. Dzięki siedlisku Braci Czeskich, Ostroróg uchodził za miasto bardzo zamożne. Mieszkały tu bogate rodziny szkockie (najgorliwsi wyznawcy “nowej” wiary), które po roku 1663 wywędrowały na zawsze z granic Polski. Były tu szkoły, seminarjum, odbywały się na zamku Ostrorogskich zajazdy szlacheckie i synody Braci Czeskich. Z chwilą wypędzenia ich z miasta, wielki gród Ostrorogów począł staczać się ku upadkowi. I dziś Ostroróg jest najmniejszym i najuboższem miastem nie tylko w Wielkopolsce, ale w całej Rzeczypospolitej. /…/ Przy Rynku, w małym domku, ocienionym rozłożystym drzewem, drzwi wejściowe otoczone są girlandami, u szczytu wejścia napis: “Serdecznie witamy”. Przed domem na bruku jeszcze ślady tłuczonego szkła. A więc był tu “Polterabend”, urządzony nowożeńcom. Jakże brzydki zwyczaj niemiecki pielęgnują jeszcze mieszkańcy Ostroroga! /…/

W wędrówce do zamku podzieliliśmy się na dwie części. W końcu doszliśmy do opłotowanego placu, w środku którego, na wzgórzu, mają znajdować się ruiny. Obok usiedliśmy na drągu, który przypomniał zaporę kolejową. Tylko taka była różnica między zaporą a drągiem, że drąg był słabo przymocowany i potem wszyscy całym ciężarem runęliśmy na wilgotny grunt. Z daleka zbliżali się do nas goście. Jeden z nowych gości nazywał się Figlarz (podobno krewmy szamotulskiego Figlarza). Drugiemu było na imię Ludek. /…/

Nowi znajomi z całą stanowczością mówiąc że nas znają. Mnie nawet wmawiali, że się nazywam Kos. Młodzi obywatele ostrorogscy (Ludek i Figlarz) z przejęciem opowiadają o przeszłości swojego miasta rodzinnego. – Tędy – mówił Figlarz, wskazując ręką w kierunku do Rynku, – ciągnęła się ulica Sukiennicza. Mieszkali tu sami sukiennicy, którzy w 1711 roku spalili się doszczętnie razem z miastem. Miasto rzeczywiście nawiedzione zostało kilkakrotnie wielkimi pożarami. Domki nie były wtedy murowane. Postawiano je z drzewa, po części surowego, przesiąkniętego żywicą, a najrzadziej budowano z gliny. Więc skoro tylko ogień wybuchł, palił się Ostroróg jedną olbrzymią pochodnią, jak Rzym podpalony przez Nerona. Ruiny zamczyska okolone są szerokim rowem i połączone z pobliskim Wielkim Jeziorem. Rowy były swojego czasu również pełne wody i stanowiły fosy zamczyska.

Ostroróg 1912 r. Archiwum MZG

Ruiny zamku znajdują się obecnie pod opieką konserwatora wojewódzkiego. Przed wojną wykopywano tu rozmaite zbroje, szyszaki, złote i srebrne naczynia, narzędzia. Ponieważ wykopaliska ginęły wśród nieumiejącej ocenić pamiątki te ludności ze szkodą dla kultury, ustanowiono podobno w Ostrorogu człowieka, który jest zobowiązany pilnować mienia. Jeżeli taki człowiek jest, to dobrze by było, gdyby za niską opłatą wpuszczał wędrowców, czy przyjezdnych do ruin.

Zamek istniał jeszcze w wieku XVIII, a zburzony został przez “kulturalnych” Niemców. Nie mogliśmy zobaczyć ruin. Nic innego tedy nie wypadało nam, jak spojrzeć tęsknem okiem na wzgórze zamczyska i z ciężkiem sercem dalej wędrować, pocieszając się przysłowiem: “Niema tego złego, coby na dobre nie wyszło”. Udaliśmy się do kościoła na nabożeństwo. Świątynia jest bardzo stara i nosi na sobie ślady licznych i nieszczęśliwych przebudówek. Przebudówki były tak przeprowadzone, że kościół zatracił swój pierwotny piękny wygląd. W latach 1555 do 1636 kościół był w posiadaniu Braci Czeskich. Chowano w tych czasach ówczesnych dziedziców, gorliwych wyznawców Braci Czeskich. Grobowce te oraz prochy zmarłych przy odnawianiu kościoła w r. 1766 zniszczono i usunięto. Wewnątrz posiada kościół dużo bogatych obrazów. Organy bardzo kiepskie, a głosy śpiewaków jeszcze gorsze. Zacny ks. prob. Faustmann z Kaźmierza, jeżeli mu na to czas pozwoli ma przyjechać z Kaźmierza i zorganizować lepszy chór.

Przy kościele Ostrorogskim znajduje się moc nagrobków, grobowców, płyt pamiątkowych po zmarłych i pomników. Przytoczymy z trudem odczytane niektóre napisy: “Tu spoczywa loanna z Morawskich Kowalska, dziedziczka wsi Szczepankowo, żyiąc cnotliwie lat 72, umarła dnia 29 listopada 1815, obżałowana przez ley znaiomych i opłakana przez pozostałe dzieci – prosi

o westchnienie”. Nie bardzo cnotliwie żyć musiały dzieci dziedziczki ze Szczepankowa, kiedy w późniejszych czasach zaprzedały szczeropolską wieś Niemcom, którzy utworzyli z Szczepankowa bojowy i napastliwy Stefanshofen.

Na cmentarzu, przy kościele, stoi piękny pomnik, na którego szczycie umieszczono żelazny hełm rycerski, kopja hełmów, używanych dawniej przez wojsko polskie. Na cokole pomnika wyryto napisy: “Emiljanowi Węigerskiemu, jenerałowi Wojsk Polskich, – żył lat 54, umarł dnia 15 Maia 1840, – żołnierz żołnierzowi, Obywatele Obywatelowi ten pomnik założyli”. Obok pomnika mieści się grób, w którym spoczywają śmiertelne szczątki śp. Teodory z Cielickich jenerałowej Węgierskiej, urodzonej w 1796 roku, zmarłej 19 września 1870.

Z drugiej strony kościoła jeszcze jeden nagrobek wojaka polskiego. Napis objaśnia: “Tu spoczywają Zwłoki śp. Wiktora Święcickiego, kapitana wojsk polskich, uf. 1794, urn. d. 10. Sierpnia 1852”. Przed kościołem, przy głównem wejściu, stoją stare lipy, podobne do tych drzew, które jak mówi podanie niegdyś król polski, Jan III Sobieski posadził przed kolegjatą szamotulską. Lipy te mówią coś o wspólności historycznej z tych czasów kościoła ostro-rogskiego z kolegjatą szamotulską. Pilny historyk potrafi o tern coś wygrzebać z mroków przeszłości. Ostroróg od roku 1750 był własnością Kwileickich z Dobrojewa. Miasto z czasem zdołało się wykupić z rąk dworu pańskiego. Majętność natomiast Ostroroga do dziś dnia przynależna jest do dworu Kwileckich w Dobrojewie, dokąd według niektórych historyków miano posiedzicieli przenieść po zburzeniu zamku ostrorogskiego. Przy pobieżnym opisie Ostroroga wspomnieć mi także wypada o wsi Piaskowo, po której pozostał jeno jeden ślad w postaci domku rudery. Piaskowo przynależy terytorialnie do Ostroroga. Niektórzy nazywają część tę Ptaszkowem, co nie jest słuszne, ani uzasadnione.

Piaskowo od roku 1340 było samodzielną wsią. Był tu już w r. 1298 kościół, osobna parafja, szpital, a nawet zamek, w którym mieszkali dziedzice Piaskowscy, spokrewnieni z Ostrorogskimi, a później także ze Słopanowskimi (wywodzącymi się ze Słopatiowa).

W dokumentach historycznych z r. 1725 znajdujemy opis wizytacji kościelnej w Piaskowie. Ed. Callier, dziecko szamotulskie, pisze, że kościół, częściowo murowany, stał na wzgórzu piaszczystem, miał ściany pogniłe i spróchniałe, co świadczyło najlepiej o sędziwym wieku kościoła, posiadającego cudami słynący obraz św. Jakóba. Pisał o tych cudach w 1674 i ogłosił drukiem proboszcz z Ostroroga, a dziekan dekanatu lwóweckiego, ks. Piotr Rosigroch. Tytuły dzieła ks. Rosigrocha mówią o samych cudach: “Światła i ognie nocne różnych czarów widziane w Kościele i około Kościoła św. Jakóba, Apostoła na Piaskowie przy Ostrorogu. Dobrodziejstwa także i łaski boskie otrzymane. O sierpie przy tym do ręki przyrosłym, który na tymże miejscu przy Mszy ŚW. Odpadł”. Odpust ku czci św. Jakóba odbywał się tu co czwartą niedzielę po Zielonych Świątkach. W czasie, gdy kościół w Ostrorogu był w posiadaniu Braci Czeskich, katolicy z Ostroroga przenieśli się z nabożeństwami do Piaskowa. W miejsce starego kościoła dziedziczka Ostroroga, Barbara Kwilecka, w r. 1750 postawiła nowy, który stał jeszcze do r. 1821, jak o tem świadczy z roku tego mapa powiatu. W późniejszych czasach nie fortunni władcy Ostroroga przykazali rozebrać kościół, a władza duchowna cudowny obraz św. Jakóba przeniosła do kościoła w Ostrorogu. Tyle mówi historja o zapadłej, niegdyś znaczniejszej wsi Piaskowo. Wacław M. (pis. org.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *