„Wędrówki po powiecie”. AD 1932 – część I

“Geograficzny” motocyklista. Resztki lodowca. Stary cmentarz Słopanowa. Diabeł w kościele!”

Od czerwca 1932 roku na łamach ówczesnej „Gazety Szamotulskiej” publikowano cykl tekstów krajoznawczo – turystycznych pod tytułem „Z wędrówki po powiecie”. Autor tekstów podpisuje się enigmatycznym i bardzo zaciekawiającym skrótem Wacław M.. Czy autorem sprawozdań z turystycznych peregrynacji szamotulskiej młodzieży po powiecie jest Wacław Masłowski artysta, profesor, turysta, skaut i wychowawca młodzieży? Jeśli jest to Wacław Masłowski to – jako poważny przyczynek do jego biografii – polecam znakomity tekst o Masłowskim Moniki Romanowskiej – Pietrzak o wielce intrygującym tytule: „Wacław Masłowski – nauczyciel Beksińskiego” (https://kulturaupodstaw.pl/tag/monika-romanowska-pietrzak/)

„Poza sobą zostawiliśmy rezydencję czołowego hakatysty powiatu szamotulskiego (Zygmunt Raczyński Gaj Mały uwaga. sz.psm.pl). Gdy uszliśmy zaledwie pół kilometra, zaczął się wśród nas spór. Prosty, zwykły spór o nic nadzwyczajnego. O kilometrówkę. Towarzyszki twierdziły, że do Obrzycka mamy przed sobą jeszcze przeszło połowę drogi, a złote chłopaki, jak dwa poranne wróble, trajkotali z uporem, że Obrzycko jest już niedaleko, że po kilku dobrych krokach ujrzymy dachy i wieżyczki domostw obrzyckich. Nie wierzyłem ani jednemu, ani drugiemu. Szukałem złotego środka, a najchętniej byłbym usiadł na rowie i upił się wonną macierzanką i dziewanną strzelistą. Spór trwa, uparty i bezwzględny, a ż tu nagle, jak spod pod ziemi wyrasta drogowskaz. Gorączkowo dopadamy do tablic orientacyjnych i każdy chce najpierwszy stwierdzić rację. Do Dobrogostowa wiodą 2 km., i do Szamotuł 7 km., a do Obrzycka….. 4 km.

Po lewej stronie drogi biegnie z nami równiuteńko tor małej kolejki polowej (prawdopodobnie linia tzw. kolejki folwarcznej Twardowskich uwaga sz.psm.pl). Nie ma pewnie wielkiej różnicy między taką kolejką, a wielkim pociągiem. /…/ Docieramy do Słopanowa. Przyśpieszamy kroku, bo dzwonek wzywa nas na nabożeństwo. Dobrześmy trafili, bo nie każdą w niedzielę odbywa się tam nabożeństwo. Na lewo przy rowie zwraca uwagę wielki kamień, a w około żwir i piasek gruboziarnisty. Jest to niewątpliwie pozostałość po lodowcu. Musiał to być olbrzymi głaz.

Pod Słopanowem, opodal drogi publicznej, znajduje się mały cmentarz z parkanem drewnianym, mchem obrosłym. O poważnej liczbie lat istnienia tego cmentarza świadczą liczne zapadłe groby, oraz niektóre pośród nich groby jeszcze dobrze utrzymane, noszące na krzyżach datę pochówku: między innymi 1882. Między nowsze mogiły upadł grób sierżanta wojska Polski Niepodległej, przed dwoma laty umarłego. Leżą tu Stachowiacy, Nowakowie, Szeflerowie, Wachowiacy, Kostrzewscy… A wszystkich snem wiecznym odpoczywającym kołyszą stare lipy, akacje, sosny i topole. Docieramy do kościółka. Cały drewniany, dach pokryty gontem, a profil posiada nigdzie nie spotykany. W kościółku ludzi moc. Nabożeństwo. Śpiewy i granie sędziwych organów. Nie mogłem skupić się. Ciekawość moja była tak wielka, że rozpychałem wiernych i darłem się do wnętrza. Ach, jakże tu miło!

Stare ołtarze, figury świętych nadzwyczaj w prymitywny sposób wyrzeźbione, ściany, i sufit oblepione kompozycjami uderzająco prostemi. Malował je podobno jakiś domorosły, wioskowy artysta. Np. jakże dużo wymowna jest ta kompozycja: Wielka postać Matki Boskiej z rozpostartym płaszczem. U stóp Jej korzą się polscy królowie, magnaci, kardynałowie w purpurach, rycerze, a po lewej stronie, poniżej, umieścił artysta…. diabła, spisującego na skórze cyrograf Twardowskiego. W wielkim ołtarzu znajduje się cudowny obraz św. Mikołaja bardzo stary, może starszy od samego kościoła. O samej świątyni mówią, że ją zbudowano 350 lat temu. Na pewien czas przestałem szukać pamiątek i śladów po dawnej, niewątpliwie wielkiej przeszłości kościółka w Słopanowie, a skupiłem się w rozmyślaniach. Msza św. przy akompaniamencie starych organów! Wierni śpiewają pełną piersią pobożną i tkliwą pieśń “Serdeczna Matko, opiekunko ludzi”.

Matka Boża Opiekunka. fot: Andrzej Gintrowicz

Ten drewniany kościółek pamiętać musi chyba czasy, gdy rycerstwo nasze podczas ewangelii stawało na baczność, prężyło pierś swoją, jak strunę, i wyciągało z pochew szablicę. To była ta niema przysięga obrony wiary i ojczyzny. Mimo woli przesuwają się przez myśl moją także dygresje. Jakże one s ą gorzkie i bolesne! Pod koniec nabożeństwa wcisnąłem się do ustronnej zakrystii, by zasięgnąć u ks. prob. Dziubińskiego języka z przeszłości kościoła. Prawdopodobna kopia cudownego obrazu znajduje się w kruchcie. Umieszczony na niej napis głosi: “J.K. Mycielski, Prinxit A. D. MDCCCXCII (1892). /…/ Na prawej ścianie kościoła przytwierdzone są różnorakie tabliczki. Niektóre z nich głoszą: Wielmożna z Grabskich Kamińska. Żyła lat 26, “umarła roku 1815, dnia 1 0 października”. “Chorążyna z Czachowskich, 19 października 1740 r.”. “Tu spoczywają zwłoki Antoniego Grabskiego, sędziego Trybunału Cywilnego Departamentu Poznańskiego, * 1760 roku, 9 listopada 1811”.

Kościółek w Słopanowie. fot: Andrzej Gintrowicz

Czy w podziemiach kościoła są grobowce? Czy tu w ogóle są podziemia? Z tabliczek tych wywnioskowałem, że właścicielami Słopanowa byli dawniej Grabscy. Obecnie panem na Słopanowie jest p. Turno, który chyba najdotkliwiej z pośród okolicznych właścicieli ziemskich odczuwa kryzys gospodarczy. Wśród licznych obrazów zwraca na siebie uwagę obraz z podpisem “Der heilige Sebastienn”. Obraz bardzo stary, jak kanony przy ołtarzach. W kościele zawiązałem rozmowę z pewną wieśniaczką. Dowiaduję się od niej, że niektóre chorągwie kościelne nie mają już właścicieli. Wymarli, ani jednego nie pozostawiając spadkobiercy. Chorągwie utkane są przy ławach i głoszą o tem wiernym i przyjezdnym.

Obecnie istnieją w Słopanowie organizacje: Tow. Oświaty, Stów. Młodzieży Polskiej, Tow. Robotników Katolickich i Młode Polki. Dawniej Słopanowo było oddzielną parafią. Miało księdza własnego i plebanię. Dziś po plebanii ani śladu. Czy spaliła się, czy zapadła w ziemię, czy ją rozebrano tego od nikogo dowiedzieć się nie mogłem. Gdy tak obchodzę wokoło kościółka z ołówkiem i papierem W ręku, do młodego towarzysza wędrówki dopadł jakiś wieśniak. Wszędzie zaglądał, tam wszędzie, gdzie ja uważałem za stosowne zajrzeć. Zaglądamy więc i do kapliczki. Po wyglądzie sądzić można, że kapliczka była dawniej trupiarnią. Tak było istotnie. Na pół odchylone drzwi i wyzierająca z głębiny ciemność, nieufnie zachęcają nas do wejrzenia. Ale zażądamy, bo ciekawość jest większa. Na samym froncie stały mary, takie prawdziwe mary, na których dawniej umarłych noszono. To nie jest jeszcze rzecz zbyt okropna. Ale tu, Boże! Z prawego ciemnego kąta spojrzały ku nam groźne, a zarazem dobrotliwe oczy jakiejś wielkiej postaci. To święty Antoni – odetchnąłem. Widocznie za stara i nie do użytku musiała być prymitywnie przez wiejskiego rzeźbiarza wykonana postać, że ją tu postawiono.

Po lewej stronie od wejścia taka szara, długa trumna! Doszedłem do trumny i drżącą ręką podnoszę powoli spróchniałe wieko. Podniosłem wieko wyżej. Rzeczywiście, czarne, zużyte, berety książęce i stary, robakiem toczony krucyfiks drewniany, podobny do krucyfiksu przy kolegiacie szamotulskiej. Nim wyjechaliśmy ze Słopanowa odwiedziliśmy szkołę. W Słopanowie jest dwuklasowa szkoła powszechna. Kierownikiem szkoły jest p. Markowiak, pomocnikiem jego p. Jasiewicz. Ludzie opowiadają nam, że był tu niegdyś kierownikiem p. Seidel, który podobno napisał historię o Słopanowie. Historii tej nie znamy, a bylibyśmy ją sobie z miłą przyjemnością, przeczytali. Podobno p. Seidel jest obecnie kierownikiem szkoły we Wronkach. Jeżeli tak istotnie jest, to przy naszej bytności w mieście tym nie omieszkamy go zapoznać i poprosić o ofiarowanie nam jednego egzemplarza historii. Nie odmówi nam tego, bo każdy historyk jest morowy, uczynny, łagodny, towarzyski itd.

O kościele słopanowskim dowiedziałem się później w Obrzycku, bardzo, uroczej historyjki. Podobno dziewczęta, wychodzące za mąż, albo chcące wyjść za mąż, czynią pielgrzymki z rozmaitych stron do obrazu św. Mikołaja, i upraszają dla siebie w odpustach lepszą przyszłość. Od Słopanowa do Obrzycka prowadziła niegdyś droga wysokich, starych drzew. Domyślamy się tego najwyraźniej: bo obok świeżo wsadzonych wątłych jesionów, sterczą jeszcze z popod ziemi czarne pnie.

Droga jest bardzo dobra, falista. Po obu stronach roztacza się piękny widok. Odczuwamy głód, a szczególnie ja, i z racji tej na moją propozycję zrobiliśmy sobie przystanek śniadankowy na miedzy pomiędzy żytem a krzakami.

W przerwie między jedną, a drugą skibką chleba, które formalnie wtłaczałem w gardło obok nas na drodze prześmignął z błyskawiczną szybkością autobus. Wtedy mi się dopiero przypomniało, że miałem nim jechać do Szamotuł. Jakże mi skibki z tego powodu niedobrze smakowały! Humor się zepsuł na pewien czas i człek się stał nieśmiałym wobec całego świata.

Złe nastawienie poprawiło dopiero nowe towarzystwo z Obrzycka, które wyszło nam naprzeciwko z trąbami, z żelami, bębenkami wśród nich p. Irena (zwana Jery) i p. Halina w czerwonym berecie.

Prowadzą nas do Obrzycka paradnie, z pompą. Raduje to nas i cieszy niezmiernie i dlatego łaskawie uśmiechamy się, jak monarchowie ze wschodnich krajów przybywający. I otóż jesteśmy przy “bramie” Obrzycka. Informuje nas o tem odpowiednia tablica, tuż przy torze Obrzycko-Oborniki.

Obok dostrzegamy jeszcze inne tablice, które mogłyby oglądać ściany muzeum osobliwości. I tak przydrożny kamień kilometrowy nie głosi tego jak dawniej ani 5 km., ani 2 km., lecz proste i wymowne ,,00″. Dlaczego dwa zera, a nie nic? Drogowskazy też są osobliwe. Na jednym objaśniają, że do Szamotuł 11,5 km., a na drugim, 2 metry oddalonego od pierwszego, informują ciemnego człowieka, że do Szamotuł jest 13 km. I można potem wierzyć drogowskazom?

Obrzycko widok na ulicę Kościelną. Archiwum Miączyńskich
Widok na Obrzycko od Zielonejgóry. Archiwum Miączyńskich

O Obrzycku samym mało co mogę powiedzieć. Jestem zadowolony, że taki szmat drogi przeszedłem pieszo, i zamykam oczy na Wszystko, znużony. Gdzie nie gdzie budzę się, by pogawędzić z napotkanymi chłopcami o tym, czy to już jest Obrzycko, czy nie, czy jeszcze daleko mamy do Obrzycka. Na obiadku byliśmy u pp. Burmistrzostwa B i e l a w s k i c h. Tu znowu budzę się na chwilę, by podziwiać liczne świadectwa artystycznych dusz, porozwieszane na ścianach. Jutro do domu. Wacław M.”.

sz.psm.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *